RSS
 

Lotnisko w Kutaisi. Informacje praktyczne

09 sie

Nowoczesny, niewielki port lotniczy znajduje się w odległości kilkunastu kilometrów od Kutaisi. Działa od jesieni 2012 roku, wtedy zakończono remont obiektu. Oficjalna nazwa lotniska to David the Builder Kutaisi International Airport. (Król Dawid Budowniczy był jednym z największych gruzińskich władców, rządził na przełomie XI i XII wieku, odbudował kraj po okresie upadku i rozbicia). Międzynarodowy symbol lotniska to KUT. Polecam też artykuł: Kutaisi, nowe centrum gruzińskiej turystyki.

Kameralna hala odlotów

Kameralna hala odlotów

Obiekt sprawia przyjemne wrażenie (ładna architektura), ale jest mały, właściwie kameralny. Na hali odlotów ledwie kilka stanowisk odpraw biletowo-bagażowych, ciasno ustawionych. Godnym pochwały rozwiązaniem zastosowanym na tym lotnisku jest przestrzeń pomiędzy halą przylotów i odlotów, w której można się położyć i zdrzemnąć, z czego korzysta wielu turystów. Nic w tym dziwnego, zważywszy na nocne godziny przelotów stosowane przez linię Wizz Air. Przy okazji warto wspomnieć, że lepsze godziny są przy połączeniach z Wilna oraz z Berlina – od września 2016 r.

Transport

Pewnym mankamentem jest położenie lotniska, z dala od miasta, w szczerym polu. Na szczęście istnieją możliwości w miarę prostej komunikacji. I tak:

* Taksówki. Cena za kurs do Kutaisi to ok. 25 GEL (lari), równowartość 40 zł.

* Busy, czyli słynne marszutki, o które oparty jest transport publiczny w wielu krajach dawnego ZSRR. Cena za przejazd z lotniska do Kutaisi to ok. 7 GEL za osobę. Z lotniska do Batumi oraz z lotniska do Tbilisi cena wynosi 20 GEL.

* Georgian Bus – duża linia autobusowa z połączeniami do Batumi i Tbilisi. Kursy autobusów dostosowane są do godzin odlotów i przylotów. Bilety można nabyć w internecie, a w Tbilisi również w polskim barze Warszawa. W godzinach przylotów otwarte jest też stoisko Georgian Bus na lotnisku.

Stanowisko Georgian Bus na lotnisku w Kutaisi

Stanowisko Georgian Bus na lotnisku w Kutaisi

Więcej informacji w artykule: Kutaisi. Lotnisko, transport, hotele i atrakcje.

Wymiana pieniędzy

Na lotnisku jest kantor, w którym wymienimy dolary, euro, brytyjskie funty i rosyjskie ruble na gruzińskie lari (GEL). Po przylocie i odebraniu bagażu wychodzimy przez rozsuwane drzwi, za nimi po prawej stronie, na samym końcu, za stanowiskami linii lotniczych, znajduje się punkt wymiany Liberty Bank. Jest słabo widoczny, jeśli będziecie mieli kłopoty ze znalezieniem, spytajcie kogoś z miejscowych. Kurs wymiany jest przyzwoity, jeśli różni się od kursu kantorów w mieście, to zupełnie nieznacznie. Jest to zresztą cecha gruzińskich lotnisk, na których punkty wymiany walut stosują uczciwe przeliczniki.

W kantorze Liberty Bank na lotnisku Kutaisi możliwa jest też wymiana w drugą stronę, czyli z gruzińskich lari (GEL) na euro lub dolary. Pod warunkiem, że kantor będzie otwarty, bo otwierany bywa głównie na czas przylotów.

Kurs wymiany z lata 2016 r.

Kurs wymiany z lata 2016 r.

Strefa wolnocłowa

Wylatując z Kutaisi możemy zrobić zakupy na małej strefie wolnocłowej. Dominują tam oczywiście wina. Podobnie jak na lotnisku w Tbilisi, tak i tu płacić można w gruzińskiej walucie (GEL), euro, dolarami lub kartami płatniczymi. Ale uwaga, ze względu na to, że lotnisko jest bardzo małe, to już przy odprawie biletowo-bagażowej ustawiają się długie kolejki. W efekcie może nie wystarczyć czasu na zakupy w strefie wolnocłowej.

Wycieczki do Gruzji z przelotem Wizz Air do Kutaisi.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Gruzja i Armenia według Kapuścińskiego

25 cze

Południowy Kaukaz jest na topie. Od kilu lat systematycznie zyskuje na popularności. Ukazują się kolejne książki. Uważny czytelnik dostrzeże w nich tezy postawione już pół wieku temu. Słychać w nich głos cesarza reportażu.Ot taki przykład, różnica między Gruzinami a Ormianami. Klasyka brzmi tak: Gruzin to twardy i lokalny patriota, niechętnie rusza się poza swoją dolinę, emigracja jest dla niego trudną do wyobrażenia ostatecznością. A Ormianin? To wieczny tułacz. Armenia jest mityczną, świętą krainą, centrum wszechświata, ale żyć trzeba w Rosji, Iranie, Francji i Ameryce. Ormianie radzą sobie w różnych systemach, ustrojach i klimatach. Jakże są inni niż Gruzini!

Gruzja, Kachetia

Gruzja, Kachetia

Książkę Kapuścińskiego przeczytałem kilka lat temu. Wtedy wydawało mi się, że nie ma tam nic nowego. Wszystko dobrze znane. Co najwyżej jakieś drobne błędy faktograficzne, choćby w przypadku daty śmierci Pirosmaniego (zobacz: Niko Pirosmani, malarz Gruzji). Była to lektura ponowna, po dwudziestu latach. Raczej rozczarowująca. Ale do książki wróciłem znowu, właśnie teraz (trzeci już raz, po odbyciu wielu podróży do Armenii i Gruzji). I jakoś się do niej przekonałem. Dlaczego? Tak do końca, to nie wiem. Oczywiście ważna jest kwestia języka i mistrzowskiej formy. Ale co więcej? Różnie. Może potrzeba odpoczynku od prostych relacji z wypoczynku w Gruzji, jakie pojawiają się w ciągu ostatnich lat. Znajdziemy w nich albo opisy zupełnie podstawowych informacji (czasami kopie kopii), albo relacje z pijackich wyczynów. Alkohol jest ważną częścią kultury Południowego Kaukazu, ale nie jest to powód by wspomnienia z Gruzji i Armenii sprowadzać do opisów suto zakrapianych imprez. Trzeba mieć dobry klucz do ujęcia tematu. Kapuściński go miał. Oczywiście, każde kolejne pokolenie ma trudniej. Jak powiedzieć coś nowego? Jak nie powtarzać dawno wygłoszonych teorii?! Nie jest łatwo.

O wartości pism Kapuścińskiego świadczą publikacje jego następców. Im słabsze teksty powstają dzisiaj, tym łatwiej obronić się tezom zawartym w wydanej w 1968 roku książce  Kirgis schodzi z konia. Mimo cenzury i wymogów opisania jedynej i słusznej koncepcji rozwoju świata udało się autorowi zawrzeć tam coś, czemu nie sposób zaprzeczyć do dziś. Opis sprzed niemal 50 lat pozostaje aktualny. Mimo zmiany ustroju i świata w którym żyjemy!

A może to tamtejsza kultura jest tak silna? Tak trwała, że niewiele nowego można powiedzieć. Może dlatego Kapuściński w 1989 roku zaczął pisać swoje Imperium od skopiowania tekstów napisanych już dwadzieścia lat wcześniej. Może po prostu nie było innej potrzeby. Zmieniały się didaskalia, a temat pozostał ten sam? Rozpadł się ZSRR, przetoczyły się kolejne wojny i załamały gospodarki, ale Gruzin pozostał Gruzinem, a Ormianin Ormianinem?!

PS

Ryszard Kapuściński podkreślał, że po to by napisać niewielką, liczącą 110 stron książkę Kirgiz schodzi z Konia, przeczytał około 14 tys. stron materiałów dotyczących tego regionu. Może właśnie dlatego jest ponadczasowa…

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys.

Wycieczka do Gruzji.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Armenia, moc zaskakujących atrakcji

05 sty

Wiele wycieczek za nami. Z zainteresowaniem obserwuję reakcje turystów i proszę o opinię. Często pojawia się element zaskoczenia. W pozytywnym sensie. Odwiedzający Armenię nie spodziewają się, że kraj ma tak wiele atrakcji. Zdumieni są bogatą historią, zabytkami, pięknem gór i zamożnością stołecznego Erywania. No i jeszcze kilkoma rzeczami. Oto niektóre z nich.

Nad jeziorem Sewan

Nad jeziorem Sewan

Karahundż znane też jest jako Zorac Karer, czyli „kamienie pełne mocy”.

Zespół 223 menhirów, częściowo obrobionych skalnych bloków. Największe mają prawie 3 metry wysokości i ważą prawie 10 ton. Niektóre z tych bloków w okolicach górnej krawędzi mają otwory o średnicy ok. 5 cm. To właśnie one są podstawą różnych teorii. Według niektórych badaczy mogły służyć jako przyrządy astronomiczne – do obserwacji położenia słońca, księżyca i gwiazd. Karahundż miałoby być najstarszym na świecie obserwatorium astronomicznym – datowanym na VI tysiąclecie przed Chrystusem! Koncepcja ta zyskała uznanie rządu Armenii. W 2004 roku nadano oficjalną, państwową nazwę Obserwatorium Karahundż.

Menhiry z Karahundż

Menhiry z Karahundż

To wyjątkowe w skali świata miejsce znajduje się w odległości około 200 km od Erywania, na pagórkowatym terenie, na wysokości 1,7 tys. m n.p.m.

Nazwa Karahundż pochodzi od dwóch ormiańskich słów: kara – kamień i hundż (huncz) – głos, dźwięk, echo. Określane też jako „armeńskie Stonehenge”, tyle, że zabytek z Armenii jest o 4 tys. lat starszy od swojego brytyjskiego odpowiednika.

Matenadaran. Muzeum księgi

Znajduje się w Erywaniu. Ktoś kiedyś napisał, że przypomina połączenie świątyni ze schronem. Jest w tym trochę prawdy. Z zewnątrz nie zachwyca. Budynek wzniesiono kilkadziesiąt lat temu, w czasach ZSRR. Ale zawartość tego muzeum wprawia w zachwyt.

Olbrzymi zbiór. Kilkanaście tysięcy rękopisów, najstarsze jeszcze z pierwszego tysiąclecia! Nie ma takiego drugiego muzeum na świecie.

Matenadaran. Ewangelia z V-VI wieku!

Matenadaran. Ewangelia z V-VI wieku!

Ormiańskie manuskrypty to zjawisko wyjątkowe. W żadnym innym miejscu nie tworzono ksiąg z taką pasją i w takich ilościach. Średniowieczne klasztory miały wielkie skryptoria. Ich pozostałości oglądamy do dziś. Rękopisów była olbrzymia ilość. Tylko w jednym klasztorze w XII wieku Turcy spalili 10 tys. tomów! Do dziś przetrwało około 30 tys. Większość przechowywana jest w Matenadaranie. Reszta znajduje się w wielu światowych muzeach.

Matenadaran jest jednocześnie wielkim sejfem wykutym w skalnym zboczu. Ma obronić największy narodowy skarb. Zwiedzamy tylko niewielką jego część. Reszta to dobrze zabezpieczone magazyny, instytut badawczy i sale konserwatorskie.

Na początku V wieku Mesrop Masztoc stworzył ormiański alfabet. Najpierw przetłumaczono Pismo Święte, później wiele dzieł literatury światowej. Szybko zaczęto tworzyć też własną. To alfabet zapewnił trwanie narodowi ormiańskiemu. Przez 600 lat nie mieli swojego państwa! Mimo tego nie rozpłynęli się w morzu azjatyckich ludów. Dzięki książkom. To dlatego oddaje się im tu cześć równą relikwiom.

Areni. Najstarsza na świecie winiarnia!

W odległości 120 km od Erywania znajduje się miejscowość Areni. W grocie nieopodal wsi znaleziono dobrze zachowane pozostałości pojemników na wino i prasy do wyciskania winogron datowane na 4 tys. p.n.e. Są to najstarsze znane światu pozostałości infrastruktury do wytwarzania wina.

Ciekawostką jest fakt, że trunek ten wytwarza się tam do dziś. Być może nieprzerwanie od 6 tys. lat!

Garni

Garni

Jeździmy do Areni na degustacje. Turyści mogą spróbować różnych gatunków ormiańskiego wina. W miejscowości jest kilka większych, profesjonalnych winiarni. Równolegle do przemysłowego nurtu miejscowi wytwarzają wino domowymi sposobami. Sprzedawane jest następnie na przydrożnych straganach rozlane do plastikowych butelek po różnych napojach.  Jeśli zatrzymamy się przy takim straganie spytajmy też o mocniejsze trunki. Można nabyć dobrej jakości mocny samogon z brzoskwiń i moreli – okolice góry Ararat są ojczyzną tych owoców. Nigdzie nie jadłem tak pysznych, jak tu. Więcej informacji o Areni.

Rzymska świątynia w Garni

Ktoś, kto przyjeżdża tu pierwszy raz ma prawo być zaskoczony. Skąd taka budowla w tej części świata?! Przecież to nie Grecja, nie Rzym.

Świątynia przypomina ateński Partenon. Tyle, że wzniesiono ją nie z białego marmuru, ale z miejscowego, ciemnego bazaltu.

Najprawdopodobniej była poświęcona bogu Mitrze. Kult Mitry przywędrował do Armenii z Indii, a następnie stał się popularny w całym śródziemnomorskim świecie. Synkretyzm religijny był z ważną cechą antyku.

Skrzydła Tatewu

Skrzydła Tatewu

Trwają spory co do czasu i okoliczności budowy świątyni. Powszechnie uznaje się, że zabytek powstał w I wieku naszej ery. Wzniósł go Tirydates I, władca, który przyjął koronę z rąk cesarza Nerona. W tym celu udał się do Rzymu, a na drogę powrotną przydzielono mu rzymskich specjalistów. To oni mieli zbudować świątynię ku czci boga Mitry. Tłumaczyłoby to tak daleko idące antyczne wpływy.

Wings of Tatev. Najdłuższa linowa kolejka świata!

Nowoczesna, oddana do użytku w 2010 r. Zbudowana przez szwedzko-austriackie konsorcjum kosztem 18 mln dolarów.

Ma 5,7 km długości!  Wagoniki poruszają się z prędkością 37 km na godzinę. Trasę pokonują w 11 minut. W pewnym momencie pasażerowie znajdują się aż 320 m nad poziomem rozciągającej się pomiędzy dwoma wzgórzami doliny rzeki Worotan.

Kolejka skraca drogę do klasztoru Tatew. Ufundowany w IX w. monastyr jest jedną z perełek sakralnej architektury Armenii. Wznosi się tuż nad krawędzią olbrzymiej przepaści. Główną jego cześć stanowi kościół św. Piotra i Pawła, wzniesiony w latach 895-906. Z położonego obok dziedzińca wyrasta „tańcząca kolumna” (Gawazan) – pochodzące z początku X wieku, dzieło ormiańskiej sztuki i architektury. Wysoki na 8 metrów kamienny filar został tak skonstruowany, że w trakcie nawet niewielkich ruchów tektonicznych odchyla się by wrócić do właściwej pozycji. Więcej o Wings of Tatev

Noratus, największe skupisko chaczkarów.

Chaczkary to kute w kamieniu i bogato zdobione krzyże. Są kwintesencją ormiańskiej tradycji i kultury. Przez setki lat stworzono ich dziesiątki tysięcy. Nie ma dwóch jednakowych, a każdy z nich jest dziełem sztuki.

Noratus

Noratus

Na cmentarzu we wsi Noratus zachowało się około tysiąca chaczkarów. Najstarsze pochodzą z X wieku. Te najbardziej okazałe, wspaniale dekorowane „kamienną koronką” datowane są na XII – XIII wiek.

Noratus nie należy do najczęściej odwiedzanych miejsc. Leży nieco na uboczu, nad jeziorem Sewan. Żeby tu dotrzeć trzeba zboczyć z popularnych  tras. Z tego powodu tylko wyjątkowe wycieczki mają to miejsce w swoim programie.

To ledwie cząstka z wielu atrakcji Armenii. Wybrałem te, którym zdarza się zaskoczyć turystów. Mam też wrażenie, że umykają uwadze części biur podróży. Nie ma ich w najpopularniejszych wycieczkach łączących Gruzję z Armenią. W takich programach Armenia zajmuje ledwie 3 dni i ograniczona jest do klasztorów Hachpat, Sanahin, jeziora Sewan i pobieżnego zwiedzania Erywania. Jeśli chcemy naprawdę zobaczyć Armenię, to warto pojechać również dalej na wschód, do klasztoru Tatew, Karahundż i Areni.                                                                                                                Zobacz film Armenia. Perła Kaukazu.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys

Wycieczka do Armenii.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kutaisi – witamy w Gruzji!

06 maj

Drugie co do wielkości miasto Gruzji. Do niedawna mało atrakcyjne. Zaglądało się tu po to, by zobaczyć katedrę Bagrata (początek XI wieku) i położony w okolicznych górach monaster Gelati (XII wiek, wspaniałe freski). Bywało, że nocowaliśmy tu w drodze z Tbilisi do Batumi. (Zobacz nasz film z Gruzji).

Katedra Bagrati

Katedra Bagrati

Od kiedy Wizzair zaczął latać do Kutaisi sytuacja się zmieniła. Dziś miasto to dla wielu turystów jest najlepiej znanym miejscem w Gruzji. Kilka razy w tygodniu przylatują tu samoloty z Katowic i z Warszawy.

Samolot z Warszawy w niedziele, środy i piątki.

Z Katowic we wtorek i sobotę.

Szybko zaczyna powstawać baza turystyczna. W pierwszej kolejności hostele i pensjonaty, nastawione raczej na niskobudżetowego turystę z plecakiem. Gorzej jest z dobrymi hotelami. Kilka znajduje się w położonym tuż obok Kutaisi, kurorcie Tsalktubo (Calktubo).

Zrewitalizowano centrum miasta. Kiedyś wieczorami było tu ciemno i nieciekawie. Straszyły dziurawe chodniki. Dziś wygląda znacznie lepiej. Na głównym rondzie miasta uwagę przyciąga fontanna ze zdobieniami nawiązującymi do słynnego złota Kolchidy.

Bo to tu rozciągała się starożytna Kolchida. Bogata złotem, rolnictwem i winem. Rozpalała zmysły antycznych Greków. To tu, kuszeni bogactwem Kaukazu wybrali się dowodzeni przez Jazona Argonauci.

Fontanna z stawieniami złota Kolchidy

Fontanna, złoto Kolchidy

W średniowieczu Kutaisi było królewskim miastem. Po zajęciu Tbilisi przez muzułmanów pełniło rolę stolicy. Stąd w Kutaisi właśnie wzniesiono  królewską katedrę Bagrati, a następnie wspaniały zespół klasztorny Gelati. W XII wieku otrzymał on miano „drugich Aten”. Funkcjonował tu uniwersytet. Stołeczne Kutaisi związane jest z jednym z największych gruzińskich władców, Dawidem IV Budowniczym.

W mieście powstają większe lub mniejsze bary, kawiarnie i restauracje. Robi się turystycznie. Nie na tyle jednak jeszcze, by warto było zatrzymać się tu na dłużej. Kutaisi nie dorówna atrakcjami stołecznemu Tbilisi.

Lotnisko znajduje się kilkanaście kilometrów za miastem (David the Builder Kutaisi International Airport). Jak dostać się do miasta? Lotnisko położone jest przy głównej drodze Batumi – Tbilisi. Kursują tu marszrutki (minibusy pełniące rolę komunikacji publicznej). Przed lotniskiem stoją też taksówki.

Kutaisi jest dobrą bazą wypadową w kierunku Mestii (górska, piękna Swanetia) oraz do Batumi (nad Morze Czarne). Zobacz przykładowe programy wycieczek z Kutaisi.

Swanetia, Uszguli

Swanetia, Uszguli

Jest jeszcze coś o czym warto wspomnieć. Tanie loty do Kutaisi zmieniły obraz polskiej turystyki w Gruzji. Wystarczył rok żeby miejscowi nabrali do Polaków większego dystansu. Niestety daliśmy się poznać również z tej gorszej strony. Niektórym zdarza się nadużywać gościnności miejscowych i za bardzo cieszyć się gruzińskimi trunkami. Trochę to przykre, ale może po prostu nieuniknione.

Zorganizowane wycieczki po Gruzji z przelotem do Kutaisi.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys.

Zobacz opinie o wycieczkach Krzysztof Matys Travel.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Gruzja i Armenia. Ojczyzna wina

08 lut

O tym, że Południowy Kaukaz pretenduje do miana regionu, w którym narodziło się winiarstwo wiedzieliśmy od dawna. W napisanej kilkadziesiąt lat temu książce „Armenia. Kolebka cywilizacji” D. M. Lang zauważył, że w europejskiej nauce temat ten został podniesiony już w XIX wieku. Oto cytat ze strony 62:

Jeden ze starszych autorytetów naukowych, Victor Hehn, twierdził w roku 1888 w książce „The Wanderings of Plants and Animals”, że prawdziwa ojczyzna wina znajdowała się „w płodnej krainie na południe od Morza Kaspijskiego… w Kolchidzie nad Phasis, w krajach położonych między Kaukazem, Araratem i Taurusem…”.

Pierwszy był Noe

Jako najstarsze źródło pisane w tym zakresie potraktowany może zostać Stary Testament. W Księdze Rodzaju (9, 20) czytamy, że jedną z pierwszych czynności wykonanych przez Noego po potopie było zasadzenie winnicy. Jak pisze D. M. Lang, Ormianie pokazywali przybyszom winnicę Noego znajdującą się na stokach góry Ararat aż do 1840 roku, kiedy to została zniszczona w wyniku trzęsienia ziemi. Zobacz też artykuł: Enoturystyka, Armenia, Gruzja…

armenia_ararat_chorwirap

Równina wokół Araratu. Gdzieś tu miała znajdować się winnica Noego.

Stąd wino wędrowało na południe, do Mezopotamii i dalej do Egiptu, a w późniejszym okresie również do Grecji. O eksporcie wina wspomina Herodot (V w. p.n.e). Znajdujemy u niego opis transportu towarów z Armenii do Babilonu. Według Herodota pomysłowi Ormianie spławiają beczułki z „drzewa palmowego” wypełnione winem w łodziach sporządzonych z drewnianego szkieletu wypełnionego skórami („Dzieje” I, 194).

Od XIX wieku nasza wiedza uległa poszerzeniu. Okazało się, że tezy takich badaczy jak Victor Hehn, znalazły potwierdzenie. Z pomocą przyszła archeologia.

Armenia

W odległości 120 km od stołecznego Erywania znajduje się wieś Areni. Miejsce ma bogatą historię. Zachował się piękny kościół z XIV wieku. Ale odkrycia archeologiczne z ostatnich lat pokazały coś zupełnie wyjątkowego. W grocie znajdującej się na obrzeżach miejscowości znaleziono najstarszą znaną infrastrukturę do wytwarzania i przechowywania wina. Ma 6 tys. lat! W trakcie prac archeologicznych odsłonięto dobrze zachowane pozostałości pojemników na wino i prasy do wyciskania winogron. W żadnym innym miejscu na świecie nie stwierdzono tak wczesnych urządzeń winiarskich. Interesujące, że miejscowa ludność wytwarza wino i dziś. Mamy więc do czynienia z tradycjami, które trwają tu od tysięcy lat! Wygląda na to, że w nieprzerwany sposób. Pestki i skórki winogron znalezione w grocie są identyczne z tymi, które uprawiane są w tym regionie obecnie. Więcej na ten temat w artykule: „Areni. Najstarsza winiarnia”.

Areni grota

Wykopaliska w grocie w Areni. Najstarsza winiarnia – 6 tys. lat!

Gruzja

O ile Armenia może poszczycić się najstarszą winiarnią, o tyle Gruzji przypada pierwszeństwo jeśli chodzi o najstarsze ślady wina. W porowatych ściankach glinianych naczyń zidentyfikowano osady kwasy winowego. Na terenie dzisiejszej Gruzji mamy kilka stanowisk archeologicznych tego typu. Najstarsze z nich pochodzą z VI tysiąclecia przed Chrystusem. Mają więc 8 tys. lat! Rację ma rząd Gruzji reklamując swój kraj jako ojczyznę wina. Jesienią 2012 r. turyści na lotnisku w Tbilisi, w ramach powitania otrzymywali dodatek do pieczątki w paszporcie – buteleczkę wina z informacją, że wielka kariera tego trunku rozpoczęła się w Gruzji.

Zobacz artykuł o gruzińskim winie.

Autorytet w dziedzinie historii wina, dr Patrick McGovern z Universitetu w Pennsylwanii jest zdania, że najstarsze ślady wina z obszaru dzisiejszej Armenii, Gruzji, północnego Iraku i Iranu mają 8,5 tys. lat.

Gruzja wino tetri

Gruzińskie tradycyjne wino „tetri” czyli „białe”. Wytwarzane i przechowywane w glinianych kwewri.

Co ważne, jest to historia żywa. Tradycyjny, nadal powszechnie praktykowany w Gruzji sposób wytwarzania wina w glinianych amforach zakopanych w ziemi (kwewri) ma starożytny rodowód. Jest najstarszą nadal stosowaną metodą produkcji wina. Pod tym względem Gruzja jest bezkonkurencyjna.

Tekst: Krzysztof Matys

Wycieczka Gruzja – Armenia.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Armenia z Iranem

08 sty

Dwa kraje, jedna wycieczka. To dobry pomysł.

Na pierwszy rzut oka wygląda na dość egzotyczne zestawienie. Armenia jest krajem ortodoksyjnie chrześcijańskim (pierwszym na świecie, w którym chrześcijaństwo stało się religią państwową – już w 301 roku!). A Iran to oczywiście islam w dość radykalnej postaci. Tym lepiej. Będzie ciekawie. Zobacz artykuł „Iran – tajemniczy Orient”.

iran mapa

Przez Armenię do Iranu

Armenia ma granice z 4 krajami. Są to: Turcja, Azerbejdżan, Gruzja i Iran. Dwa pierwsze nie utrzymują z Armenią stosunków dyplomatycznych. Granice są zamknięte. Oknem na świat dla Ormian pozostaje Gruzja i Iran. Dzięki otwartości Armenii władze w Teheranie mogą choćby częściowo obchodzić zachodnie embargo.

Jolfa

Ormiański kościół w Iranie

Atutem takiego programu wycieczki jest również możliwość zwiedzenia bardzo interesującego pogranicza. Miejsca, gdzie łączą się dwie cywilizacje. Tu kończy się świat chrześcijan i zaczyna islam. Nie jest to granica ostra, cywilizacje się przenikają. Jednym z przykładów są ormiańskie świątynie na terytorium Iranu – w mieście Jolfa zwiedzamy pochodzący z IX wieku kościół św. Stefana.

Iran Tabriz bazar

Największy na świecie bazar w Tebriz – tuż przy granicy z Armenią

Do Iranu warto pojechać właśnie teraz. Dlaczego? Bo Iran się zmienia. Nowy prezydent rozpoczął dialog z Zachodem. Zmiany widać na ulicach. Zrobiło się weselej, bardziej kolorowo. Pisze o tym Jacek Świercz w artykule o Iranie. Dalej historia może pobiec bardzo szybko i za kilka lat będzie to już inny kraj. Powtarza się tu schemat z innych stron świata, od Etiopii po Birmę. Jeszcze trochę i skończy się egzotyka, zostanie czysta komercja.

kolorowy iran

Kolorowy Iran

Póki co jest jeszcze naturalnie, prawdziwe. Turystów niewielu. Ludzie bardzo życzliwi, otwarci, ciekawi świata. Bezpiecznie.

Wycieczka Iran – Armenia.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Gruzja all inclusive

20 gru

Temat został wywołany przez turystów. Od jakiegoś czasu pojawiają się pytania o oferty do Gruzji w standardzie all inclusive. Co prawda jeszcze niezbyt często, ale się zdarza. Ostatnio spora, kilkudziesięcioosobowa grupa miała ochotę na taki wyjazd. (Zobacz nasz film z Gruzji).

Ten system w Gruzji dopiero raczkuje. W całym kraju  ledwie kilka hoteli ma taką opcję. Znajdują się w okolicach Batumi i uruchamiają standard all inclusive tylko na zamówienie konkretnej grupy (minimum 20 osób).

Gruziński stół. Wino "tetri" w dzbanach i szszłyki

Nie jestem zbyt wielkim zwolennikiem all inclusive. System ten ma swoje wady. Tworzy negatywne zjawiska, w wyniku czego szkody ponoszą i turyści i miejscowi. Pisałem o tym m.in. tu: Wakacje all inclusive. Oczywiście rozumiem dlaczego ten sposób wypoczynku zrobił się tak popularny. Dostrzegam jego wielkie znaczenie dla turystyki. W konkretnych przypadkach jest uzasadniony i spełnia pozytywną rolę. Ale nie chciałbym żeby zdominował turystykę w każdym kraju. A już na pewno nie w Gruzji!

Gruzja jest zupełnie innym krajem niż Egipt, Turcja czy Tunezja! Nie da się ich porównać. All inclusive w Egipcie czy Tunezji ma sens. Turyści całymi dniami przebywają na terenie otoczonych murami hoteli. Bywa, że przez cały pobyt wcale za te mury nie wychodzą. A gdyby nawet, to nie wiadomo czy ze strachu przed „zemstą faraona” odważyliby się zjeść cokolwiek w miejscowych jadłodajniach. Poza tym all inclusive jest bardzo wygodnym rozwiązaniem w przypadku wakacji rodzinnych, ze względu na dzieci. Sprawdza się w rozległych hotelach-resortach, gdzie wszystkie atrakcje mamy na miejscu, więc i wychodzić z nich nie ma po co (lub nawet nie ma gdzie, ponieważ resorty często znajdują się z dala od większych miejscowości).

Tymczasem Gruzja odstaje od tego modelu. Zrobiła się bardzo popularna, ale nie jest to typowy kraj turystyki masowej. Odwrotnie, jest bardzo nietypowa. I w tym jest jej urok. Szkoda by było, gdyby stała się kolejnym krajem turystycznego przemysłu na wzór Egiptu, Turcji czy Dominikany.

Gruzja ma wiele atrakcji. Dlatego też zyskała tak duże uznanie wśród turystów. Więcej na ten temat na przykład tu: Moda na Gruzję. W dużym skrócie wygląda to tak:

  • Piękne góry, zachwycające krajobrazy. Południowy Kaukaz to rzeczywiście jedno z najładniejszych miejsc na świecie. Nie bez powodu Gruzini są tak dumni ze swojej ojczyzny. Więcej w artykule o gruzińskich górach.
  • Wspaniałe zabytki. Kto nie był, temu trudno uwierzyć jak wielkie skarby architektury tam znajdziemy. Szczególnie jeśli chodzi o architekturę sakralną. Kościoły z VI i VII wieku!
  • Przyjaźni, gościnni ludzie. I bardzo lubią Polaków!
  • Rewelacyjna kuchnia. Bogata, zróżnicowana i zaskakująco smaczna. Poza wieloma innymi czynnikami decyduje również jakość produktów spożywczych. W Gruzji wszystko jest jeszcze ekologiczne i naturalne. Nie bez znaczenia jest również gruzińskie zamiłowanie do dobrego jedzenia. Tu nie ma kompromisów. Wszystko musi być świeże, przyrządzone tuż przed podaniem. Żadne półprodukty i mrożonki nie wchodzą w grę. (Artykuł: Gruzińska kuchnia).
  • Wino. Południowy Kaukaz jest ojczyzną wina. Z terenu Gruzji pochodzą najstarsze pozostałości tego trunku, a z Armenii pierwsze znana infrastruktura do jego wytwarzania. Kto był w Gruzji, ten wie, że kraj ten winem stoi. Oj dobre mają tam trunki! Zobacz też: Enoturystyka, wino i podróże: Armenia, Gruzja…
  • Supra, czyli zabawa w gruzińskim stylu. Trwająca kilka godzin uczta. Na stole pojawiają się kolejne dania i dzbany z winem. Pije się pod dyktando tamady, który wznosi długie, kwieciste toasty. Supra to kwintesencja Gruzji. To stół i zgrupowani wokół niego ludzie, to coś więcej niż jedzenie i picie. To sposób bycia w grupie, określony porządek rzeczy, coś jak rytuał. Jak to pogodzić z bufetem all inclusive i napitkami z dystrybutora?! Nie wiem.
  • Charakter miejscowych. Gruzini są bardzo dumni. Mówi się, że co drugi Gruzin to książę. Dlatego nie zwariowali na punkcie pieniędzy. Nie nastąpił tu mechanizm znany w wielu innych turystycznych krajach. Nie ma tu natarczywych handlarzy czy tabunów cwaniaków czyhających na naiwność turysty. I jest bezpiecznie!

Kraj ten jest ciekawy, wręcz fantastyczny. Tym ciekawszy im dalej między ludzi wejdziemy. Jeśli dotrzemy do małych miejscowości, jeśli pokonamy kręte, górskie ścieżki, jeśli zobaczymy zabytki… Trzeba próbować miejscowego jedzenia, prawdziwej gruzińskiej kuchni, w lokalnych restauracjach, a nie w hotelach! Trzeba testować wino, tradycyjne gruzińskie tetri, czyli wino białe wytwarzane w jedyny, niepowtarzalny sposób. Warto spróbować czaczy, ale tej domowej będącej dumą każdego porządnego gospodarza.

Zobacz blog o turystyce w Gruzji.

Gruzja jest idealnym miejscem do turystyki kulturowej. Dla ludzi ciekawych świata. Trzeba wyjść z hotelu. Trzeba ruszyć w kraj. Dlatego to super destynacja na wycieczki objazdowe (szczególnie w kameralnym gronie). Znacznie słabiej nadaje się na leniwy wypoczynek na plaży (zmienna pogoda, nad morzem deszcz nawet latem, kamienista plaża, brak hoteli-resortów. Więcej na ten temat tu: Batumi, legenda i rzeczywistość).

Jeśli ktoś przyjedzie do Gruzji i spędzi czas ciesząc się all inclusive, to najzwyczajniej w świecie trochę straci. Ominą go spore atrakcje. Szkoda marnować czas w hotelu. Więcej na ten temat w materiale: All inclusive w Gruzji.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys

Wycieczki do Gruzji.

Zapisz

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szczególna atrakcja Armenii

08 wrz

Kraj znany jest z doskonałej jakości koniaku. Ze względu na europejskie kwestie prawne, na butelkach wysyłanych do Unii Europejskiej (niewielkie ilości) pojawia się nazwa „brandy”. Na tych eksportowanych na teren Federacji Rosyjskiej (zdecydowana większość) dumnie widnieje napis „коньяк”. Oczywiście dla smaku terminologia nie ma żadnego znaczenia. Trunek jest bardzo wysokiej jakości. Swego czasu, jego wielkim miłośnikiem był Winston Churchill (chodzi o polecony mu przez Stalina gatunek „Dvin”). Churchill pytany o tajemnicę jego wyjątkowych sił witalnych odpowiadał, że nigdy nie zapomina o kolacji, hawajskim cygarze i ormiańskim koniaku. (Zobacz film: Armenia. Perła Kaukazu).

tutowaja_vodka_stragan

Domowe wyroby alkoholowe

Dziś, z trunków powszechnie dostępnych (do kupienia w supermarketach oraz w strefie wolnocłowej na lotnisku) szczególnie wart polecenia jest Ararat występujący pod nazwą Akhtamar (0,5 litra dziesięcioletniego trunku to koszt ok. 30$). W trakcie pobytu w stołecznym Erywaniu można urządzić zwiedzanie wytwórni tych alkoholi. Zakłady produkujące słynną brandy założone zostały już w 1887 roku. Dziś należą do tego samego francuskiego koncernu, który jest właścicielem polskiej marki Wyborowa. Mają tu swoje beczki (oczywiście wypełnione szlachetnym trunkiem) znane postacie świata polityki, kultury i sportu, w tym np. Lech Wałęsa, Borys Jelcyn, Dmitrij Miedwiediew, Charles Aznavour, Peter Gabriel, Krzysztof Penderecki i Garu. W przyzakładowym sklepie można nabyć drogie perełki. Za najlepszą trzydziestoletnią brandy zapłacić trzeba nawet równowartość tysiąca dolarów!

arcach_tutowyj_krzysztofmatys

Tutowka Arcach

Ciekawym trunkiem jest „tutowka”, z rosyjskiego zwana też „tutową wodką”. (Spróbować jej można też w Gruzji, w okolicach Wardzi i Achalcyche, gdyż tereny te zamieszkują Ormianie). Jest to mocny alkohol (samogon, ponad 50%) wytwarzany domowym sposobem z owoców morwy. Niepowtarzalny smak i silne zakorzenienie w miejscowej kulturze sprawia, że spróbować choć odrobinę trzeba koniecznie. Mieszkańcy Armenii uważają, że niewielkie spożycie tutowki każdego dnia ma właściwości zdrowotne. Słynna długowieczność mieszkańców Górskiego Karabachu tłumaczona jest właśnie powszechnym tam zwyczajem picia tutowki. Morwa lubi pozbawione zanieczyszczeń środowisko. Jeśli dodamy do tego czystą, górską wodę i tradycyjny, wiejski proces produkcji, pozbawiony chemii i wszelkich przemysłowych wymysłów, to mamy gwarancję naturalnego, prawdziwie ekologicznego produktu. Co ważne, wielokrotnie spotkałem się z opinią miejscowych, że nadużywać tego trunku absolutnie nie wolno. Kto pije zbyt wiele, nie szanuje alkoholu, a tutowaja wodka na szacunek zasługuje. A jeśli ktoś woli sklepowe, markowe produkty, to alkoholem o absolutnie wyjątkowym smaku i aromacie, polecanym koneserom, jest Arcach, czyli tutowka po 3 latach dojrzewania w dębowych beczkach. Zobacz też: Enoturystyka, wino i podróże: Armenia, Gruzja…

Za to wino nie jest specjalnością Armenii. Nie znajdziemy tu wina, które mogłoby konkurować z

armenia_wino

Ormiańskie wino

gruzińskim. Oczywiście jest tu obecne. Szczególnie na nizinnej (jak na warunki tego kraju) równinie rozciągającej się wokół Araratu. Wszak tereny dzisiejszej Armenii i Gruzji są  ojczyzna wina. Właśnie tu, na Południowym Kaukazie udomowiono winogrona i nauczono się wytwarzać ten trunek. Stąd pochodzą najstarsze znane nam ślady obecności wina (sole kwasu winowego zachowane w porach naczynia glinianego w Gruzji – datowane 8 tys. lat wstecz!) i infrastruktura do jego wytwarzania: prasa, kadzie i naczynia oraz wyschnięte gałązki winorośli, skórki owoców i nasiona (wykopaliska archeologiczne z terenu Armenii – 4100 p.n.e.). Centrum ormiańskiego wina jest dolina Areni. Na naszych wycieczkach w tutejszej winnicy urządzamy degustacje. Jedną z atrakcji jest typowe dla Armenii wino z granatów. Owoce granatu są symbolem kraju. Spotkamy je na wielu dekoracjach, również zabytkowych dziełach sztuki sakralnej. A jesienią swym kolorem pięknie ozdabiają ogrodowe krzewy i stragany lokalnych targowisk.

Tekst: Krzysztof Matys

Wycieczki do Armenii.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Batumi, legenda i rzeczywistość

17 sie

Przyjeżdżamy tu, by zobaczyć Morze Czarne i słynny Ogród Botaniczny. Generalnie przybywamy po to, żeby zmierzyć się z legendą. A ciężar tej legendy nie jest łatwy do udźwignięcia. Warunki narzuciły Filipinki swoją niezwykle popularną piosenką. (Jedna z bardziej znanych melodii okresu PRL. Niedawno przypomniana przez Natalię Lesz – brawa dla specjalistów odpowiedzialnych za promocję Gruzji! Młoda polska piosenkarka zrobiła im sporą reklamę). Jak to leciało?

Batumi, ech Batumi
Herbaciane pola Batumi
Cykadami dźwięczący świt
Świadkiem był szczęścia chwil.

O planach wycieczek do Gruzji rozmawiałem z setkami osób. Niemal wszyscy wymieniają Batumi jako punkt obowiązkowy. Często pada zdanie: „Koniecznie chcemy spędzić kilka dni w pięknym kurorcie Batumi”.  A kiedy już realizujemy wycieczkę i w Batumi jesteśmy, to opinie turystów są mocno podzielone. Część z nich jest rozczarowana miastem. Zdarzają się głosy, że Batumi było najmniej ciekawym punktem na całej trasie zwiedzania. To akurat świadczy na korzyść Gruzji, która ma tak wiele do zaoferowania i taką ilość wspaniałych miejsc, że Batumi wcale nie jest jej największą atrakcją!

Dlatego też artykuł ten dedykuję wszystkim osobom zastanawiającym się nad przyjazdem do Gruzji. Co wybrać? Jaki program? Po co jechać do Batumi?

Piękny kurort

Dopiero powstaje, tworzy się od kilku lat. Intensywnie od 2010 r. Z roku na rok widać duże zmiany. Jeszcze trzy lata temu był ruiną. Wspaniałe kamienice i pałace z przełomu IX i XX wieku zniszczył najpierw okres 70 lat Związku Radzieckiego, później kilkanaście lat rządów Asłana Abaszydze (czerwony książę sprawował dyktatorską władzę w Batumi w latach 1991 – 2004; stworzył tu swoje niewielkie para-państwo i czerpał olbrzymie dochody z różnego rodzaju – również nielegalnych – biznesów, nie inwestując w infrastrukturę miasta). Dopiero Saakaszwili po przejęciu kontroli nad separatystyczną Adżarią  rozpoczął odbudowę Batumi. Dziś (lato 2013 r.) centrum miasta jest dużym placem budowy. Wznosi się nowe budynki o ciekawej architekturze i remontuje te zabytkowe. Po gruzińsku (widać to też i w innych miastach, np. w Tbilisi) udanie łączy się stare z nowym. Ale do wielkiej świetności jeszcze trochę brakuje.

gruzja_batumi_blokiipalmy_krzysztofmatys

Batumi. Nowoczesny wieżowiec i bloki epoki ZSRR

Różnie bywa z frekwencją w Batumi. Nawet w szczycie sezonu, na plaży bywa pustawo. Bez tłumów. A wieczory, wbrew temu co przeczytamy w popularnych publikacjach, również w lipcu i sierpniu, potrafią sprawiać smętne wrażenie. Kto szuka nocnych rozrywek, może ich tu nie znaleźć.  Dlaczego? No cóż, Gruzini często wybierają wypoczynek w kurortach tureckich. Europejczyków z zachodu zagląda tu niewielu. Póki masowo nie nadciągną turyści z Rosji (to chyba jedyny możliwy kierunek) Batumi będzie działać na pół gwizdka. Na razie dominują Ukraińcy.

gruzja_batumi_krzysztofmatys

Plac Medei

Przez ostatnie lata władze zrobiły dużo. Gruzini mieli nawet pretensje do prezydenta, że faworyzuje Batumi, inwestując tu duże, państwowe pieniądze. Jego ambicją było stworzenie europejskiego kurortu. I trzeba przyznać, że niektóre rozwiązania robią wrażenie (pomnik gruzińskiego alfabetu, nowy wieżowiec z karuzelą, zrewitalizowane centrum, plac Medei). Ładnie wygląda nadmorski bulwar. Miłą atrakcją są grające, efektownie podświetlane fontanny (każdego dnia spektakl od godz. 21.00). Nocą reprezentacyjne budynki są ślicznie iluminowane. Ale to za mało. Saakaszwili potrzebowałby jeszcze ze dwie kadencje żeby stworzyć nowe Batumi i przykryć  brzydotę sowieckiego miasta. Ale ważniejsze są chyba inne czynniki. Plaża, pogoda i baza hotelowa.

Plaża

Taka jak na zdjęciu niżej. W samym Batumi kamienista. Nie należy do szczególnie atrakcyjnych.  Najładniejsze (piaszczyste) plaże zostały w Abchazji. Ciekawe wybrzeże znajduje się też trochę na północ od Batumi, w okolicach Ureki. Plaże są tam czarne. Składają się z drobnego, powulkanicznego piasku. Tradycyjnie, na letni wypoczynek wybierają je gruzińskie mamy z dziećmi. Podobno mają właściwości lecznicze. Tylko jak nadciągnie burza, to trzeba szybko uciekać. Namagnetyzowany żużel przyciąga pioruny.

Pogoda

Sprawdzam prognozę. Na jutro (niedziela, 18.08.2013) zapowiadają słońce, ale pojutrze cały dzień chmury i deszcz. To samo dwa dni później. Ruszam z kolejną już w tym roku wycieczką do Gruzji. W Batumi będziemy za tydzień w niedzielę – według synoptyków pełne zachmurzenie. Nic szczególnego. Tak po prostu jest w Batumi. Wysokie góry schodzą do ciepłego morza. Roślinność jest tu subtropikalna i taki sam mikroklimat. Ciepło i wilgotno. Deszczowo. Z czerwca 2011 r. pamiętam takie ulewy, że woda płynęła ulicami i wdzierała się do sklepów. W zeszłym roku latem byłem w Batumi kilka razy. Za każdym razem padał deszcz. Oczywiście, bywają też dni słoneczne, ale przewidzieć tego nie sposób. Wybierając się na tygodniowy wypoczynek należy nastawić się na pogodę w kratkę.

Hotele

W Batumi nie obiektów w typie resortów, czyli wzniesionych na rozległym terenie, z basenami, zjeżdżalniami, itd. Takich, jakie polscy turyści znają z Turcji, Egiptu, Tunezji… Dominują hotele typowo miejskie. Kamienice, bloczki, wieżowce. W większości bez basenów i jakiejkolwiek infrastruktury do spędzania wolnego czasu. Na jedną czy dwie noce, w trakcie wycieczki objazdowej, całkowicie wystarczają. A na dłuższy, np. dwutygodniowy pobyt? To zależy. Od potrzeb i oczekiwań. Baza hotelowa jest niewielka i szczególnie w sierpniu, mimo tego iż na plaży tłumów nie widać, to wolnych miejsc w hotelach brak. Podróżujący indywidualnie turyści zawsze sobie jakoś poradzą (w mieście jest dużo kwater prywatnych), ale w przypadku grup, rezerwacje trzeba robić ze sporym wyprzedzeniem.

batumi_plaża

Plaża w Batumi

Batumi ma swój urok i klimat. Miasto odstaje od reszty Gruzji. Jest trochę inne. Przez stulecia teren ten należał do Turcji (śladem tego jest spora ilość tureckich inwestycji i wyjątkowa jak na Gruzję, społeczność muzułmańska). A samo miasto i port zbudowali Rosjanie. W czasach carskich oczywiście. Rurociąg Baku – Batumi oddano do użytku już na samym początku XX wieku!  Przez Batumi wędrowała wtedy spora część światowego eksportu ropy naftowej! Wcześniej dowożono tu ropę pociągiem. Szybko dorabiało się tu dużych pieniędzy. Uczyniło to z Batumi międzynarodowe miasto. Świadectwem tego są ocalałe fragmenty wyśmienitej architektury (eklektyzm, secesja).

Lubię tutejsze Muzeum Archeologiczne. Niewielkie, ale mają w nim wspaniałe eksponaty. Całe spektrum, od paleolitu (narzędzia kamienne, a przede wszystkim czaszki najstarszego Europejczyka, czyli Homo georgicus) po wiek XVII – z tego okresu np. kolekcja srebrnych monet polskich (dynastia Wazów).

Odwiedzamy też twierdzę Gonio. Mniej ciekawa od muzeum. Największą atrakcją jest domniemane miejsce pochówku apostoła Macieja (a nie Mateusza jak piszą w przewodnikach! – zobacz artykuł na ten temat Gonio. Maciej czy Mateusz?).

Zatem, dlaczego do Batumi? Bo jest! Bo obrosło legendą i warto się z nią zmierzyć. Jeśli wybieramy się do Gruzji i mamy taką możliwość, to oczywiście przyjedźmy i tu. Ale z całą pewnością, Batumi nie jest największą atrakcją Gruzji! No i szczególnie mocno powinny zastanowić się osoby, które planują tu dłuższy pobyt. Jeśli marzy im się słońce i plaża, to Batumi nie jest chyba najatrakcyjniejszą propozycją. Bardziej nadaje się jako cel dla turystów szukających czegoś interesującego i ujmującego odmiennością. Dla tropicieli wątków i procesów kulturowych, wyjątkowej architektury oraz ciekawej historii. Tacy turyści, z wizyty w Batumi będą zadowoleni.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys.

Wycieczki do Gruzji.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kuchnia Armenii

13 sie

O ormiańskiej kuchni wiele już zostało powiedziane. Jest smaczna, oryginalna i inna niż w Gruzji (w Armenii nie ma obyczaju supry i tamady, kolacje są więc mniej huczne niż u sąsiadów z północy). Właściwie chyba tylko dwie potrawy są wspólne dla obu krajów, szaszłyk i dolma, czyli malutkie gołąbki zawijane w liście kapusty lub winogron. Poza tym znajdziemy tu rzeczy nowe, bywa, że niespotykane gdzie indziej. (Zobacz film: Armenia. Perła Kaukazu).

armenia_szaszłyki

Szaszłyki. Uczta w plenerze

Najbardziej oryginalnym daniem jest hasz, czyli pożywna zupa. Gotowana przede wszystkim zimą. Dziś już coraz rzadziej gości na ormiańskich stołach, ponieważ jej przygotowanie wymaga sporo czasu. Cały proces zajmuje ponad dobę! Najpierw byczą nóżkę moczy się przez wiele godzin. Później gotuje w czterech wodach, najdłużej w ostatniej (12 godzin). Na koniec przyprawia się solą i czosnkiem. Potrawa powstała z biedy i dostosowana jest do trudnych, zimowych warunków. Z czasem stała się narodowym daniem Armenii i jedną z kulinarnych atrakcji kraju. Ormianie spożywają ją rano (gotuje się przez całą noc) w towarzystwie rodziny i znajomych, wzmacniając jej smak kieliszkiem tutowej wodki. W restauracja, również tych hotelowych, często natrafimy na haszlamę, czyli coś w rodzaju gęstej zupy z dużych kawałków wołowiny i ziemniaków.

Na pewno wart spróbowania jest tutejszy kebab (nie mylić z tym sprzedawanym w Polsce, który właściwie jest donerem). Ormiański kebab (kiabab) to grubo mielone lub siekane mięso wołowe, dobrze przyprawione ziołami oraz cebulą i upieczone, podobnie jak szaszłyk (chorowac), na ogniu z drewna (a nie węgla drzewnego!). Smakuje wyśmienicie. Często podawany jest po zawinięciu w płat lawaszu. Lawasz to tutejszy chleb. Jak najbardziej typowy dla Armenii. Wyglądem przypomina duże i cienkie naleśniki. Ormianie w kawałki lawaszu zawijają mięso, ser i warzywa, tworząc w ten sposób oryginalne kanapki.

Bogactwem Armenii i wielką zaletą tutejszej kuchni są zioła. W sumie jest ich tu ok. 300! Ormianie, podobnie jak Gruzini, jedzą je w dużych ilościach. Na stole, do kolacji, obok innych rzeczy, pojawiają się też półmiski na których leżą wiązki zielonej i świeżej pietruszki, kolendry, szczypiorku, koperku, bazylii, estragonu… Miejscowi czerpią z nich garściami. Zioła świeże i suszone dodawane są do wielu potraw. Mocno zaprawiana nimi jest np. suszona polędwica, czyli basturma.

gruzja_armenia_kuchnia

Zielenina. Obowiązkowo na stole, w dużych ilościach

Potrawy z ryb nie są mocną stroną tutejszej kuchni (Armenia nie ma dostępu do morza). Co prawda w licznych tu rzeczkach i strumieniach oraz w jeziorach żyją ryby słodkowodne, ale ze względów ekologicznych rybołówstwo zostało ograniczone. W jeziorze Sewan występuje endemiczny gatunek ryby – iszchan (pstrąg książęcy).

Na stole w Armenii, przed daniem głównym pojawiają się przekąski, zioła, sałatka z ogórków i pomidorów, kiszone warzywa oraz oczywiście ser. Podobnie jak w sąsiedniej Gruzji, tak i tu, miłośnicy serów będą mieli używanie. Słone, z mleka owczego lub krowiego. Ciekawostką jest, że ser po ormiańsku nazywa się tak samo jak w Indiach – panir. Zbieżności jest więcej. Tradycyjny, nadal używany tu piec to tonir – podobnie jak piec indyjski!

armenia_gata_gegart_krzysztofmatys

Gata, stragan przed klasztorem Geghard

Nie bądźmy zaskoczeni jeśli w kolejnych restauracjach, do kawy i herbaty za każdym razem otrzymamy to samo ciasto. No, może prawie to samo. To gata, czyli coś w rodzaju prostego kołacza, pieczonego z mąki, masła i cukru. Różne regiony kraju mają swoje odmiany tego ciasta. Najsmaczniejsze sprzedawane są na straganach przed monastyrem Geghard. Występują w kilku formach, również bogato nadziewane, np. orzechami. Wyśmienite! W przeciwieństwie do tych, które często  serwowane są w restauracjach Erywania, suchych i dość ubogich.

Kraj ten spodoba się wszystkim miłośnikom owoców. Takich moreli i brzoskwiń jak tu, nie znajdziemy chyba w żadnym innym miejscu. Zresztą trudno się dziwić. Morele pochodzą właśnie stąd. Do Europy przywieźli je żołnierze Aleksandra Wielkiego. Sezon na te owoce to przełom czerwca i lipca. Trochę wcześniej na drzewach dojrzewa pyszna, słodka morwa. Na początku lipca są już brzoskwinie. Jesień rzecz jasna należy do winogron. Ale możemy też spróbować innych pyszności, np. świeżych fig.

Specjalnością Ormian są suszone i kandyzowane owoce. Jest taki targ w Erywaniu, który właśnie z tego słynie. Warto tam coś kupić, ale jeśli nawet nie mamy takiego zamiaru, to trzeba tam pójść, po to tylko by zobaczyć. Popakowane w tacki, ładnie poustawiane na straganach, tworzą niepowtarzalne obrazy. Swoiste dzieła sztuki. Zanim się kupi, można spróbować. W oczy rzuci się nam sudżuch, czyli nanizane na nitkę orzechy włoskie zatopione w zalewie z soku winogron. Wyglądem przypominają kiełbasę. Jest to coś, co z grubsza odpowiada gruzińskiej czurczheli. Kandyzowane owoce kupmy tu, po czurczhele sięgnijmy w Gruzji. Każdy kraj ma swoją specjalizację.

armenia_fruit_market_erywan_krzysztofmatys

Fruit market. Erywań

Armenia jest atrakcyjnym miejscem dla miłośników oryginalnych alkoholi. Na wycieczkach traktujemy je jako element miejscowej kultury. Turystom stwarzamy możliwość spróbowania tego, co najciekawsze i obecne w ormiańskiej tradycji, ale o tym napiszemy w kolejnym odcinku.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys

Wycieczka do Armenii.

PS
Słynne pierożki chinkali są potrawą gruzińską. Nie jest więc tak, jak sugeruje nam to Robert Makłowicz w swoim programie.  Ale film jest bardzo ładny i pięknie oddaje nie tylko atrakcje tamtejszej kuchni. Wart obejrzenia: „Makłowicz w podróży. Armenia”

Więcej na temat Armenii.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS